Darmowe zdjęcia na stronę firmy: kiedy trzeba podpisać autora
czytaj więcej
Wykonawca przysyła maila: „Strona gotowa, proszę o odbiór”. Otwierasz link, menu działa, zdjęcia są na miejscu, więc podpisujesz i płacisz ostatnią ratę. Takie sprawdzenie strony internetowej łapie jednak tylko to, co widać gołym okiem.
Najbardziej kosztowne wpadki po budowie są niewidoczne dla oka, za to bardzo dobrze widzi je Google. Sama robię strony dla klientów i wiem, skąd się biorą: wykonawca przez cały czas budowy ogląda stronę zalogowany do panelu, a ostatnie porządki łatwo przeoczyć.
Poniżej masz testy, które zrobisz sam w przeglądarce, zanim podpiszesz odbiór. Kilku rzeczy nie zobaczysz bez wykonawcy, więc przy nich podpowiem, o co go zapytać.

Spis treści
Tryb incognito: zobacz nową stronę tak jak klient i Google
Sprawdzenie strony internetowej zacznij od okna prywatnego, bo wszystkie kolejne testy rób już w nim. W Chrome i Edge otwierasz je skrótem Ctrl+Shift+N, w Firefoksie Ctrl+Shift+P. Działa też telefon na danych komórkowych, na którym nikt nie logował się do panelu strony.
Po co? Bywa, że system strony pokazuje zalogowanej osobie gotową stronę, nawet gdy dla reszty świata wisi komunikat „Przerwa techniczna” albo „Strona w budowie”. Wykonawca widzi działającą stronę, a Twój klient i robot Google mogą w tym samym czasie oglądać tablicę z napisem o pracach.
Google ostrzega, że wyłączenie całej strony na dłużej niż kilka dni mocno szkodzi jej pozycji (wskazówki Google o wstrzymaniu działalności online). Zapomniany komunikat o pracach działa jak takie wyłączenie, tylko nikt o nim nie wie.
Strona niewidoczna w Google przez blokadę z czasu budowy
Na czas budowy stronę zwykle ukrywa się przed wyszukiwarkami, żeby Google nie pokazywał niegotowych podstron. Po starcie blokadę trzeba zdjąć. Jeśli nikt tego nie zrobi, masz piękną stronę, której Google nie pokaże nikomu.
Znacznik noindex w kodzie strony
Noindex to krótka linijka w kodzie, która mówi wyszukiwarce „nie pokazuj tej strony w wynikach”. Google, gdy ją znajdzie, usuwa stronę z wyników wyszukiwania (pomoc Google o regule noindex).
Jak to sprawdzić bez znajomości kodu? Na stronie głównej kliknij prawym przyciskiem myszy i wybierz „Wyświetl źródło strony” (albo Ctrl+U). Potem naciśnij Ctrl+F i wpisz „noindex”.
Na stronie, która ma być w Google, nie powinno być ani jednego trafienia. Powtórz to na 2-3 podstronach z ofertą.
Blokadę da się też ustawić poza kodem strony, w odpowiedzi serwera (tzw. nagłówek X-Robots-Tag), i tej Ctrl+U nie pokaże. O nią zapytasz wykonawcę.
Plik robots.txt
Druga blokada siedzi w pliku robots.txt. To instrukcja dla robotów wyszukiwarek, którą zobaczysz po dopisaniu „/robots.txt” do adresu strony, np. mojadomena.pl/robots.txt.
Szukasz linii „Disallow: /” (z samym ukośnikiem) pod „User-agent: *” albo „User-agent: Googlebot”. Taki zapis zamyka przed robotami całą stronę. Ta sama linia pod nazwą innego robota blokuje tylko jego, więc nie zawsze oznacza problem z Google.
Google pisze wprost, że robots.txt nie służy do ukrywania strony, bo zablokowany adres może i tak pojawić się w wynikach, tylko bez opisu (Google o pliku robots.txt). A robot, który nie może wejść na stronę, nie przeczyta też znacznika noindex.
Jak sprawdzić, czy strona jest w Google
Wpisz w wyszukiwarkę Google „site:mojadomena.pl” ze swoim adresem. Zobaczysz podstrony, które Google ma u siebie. Google zastrzega jednak, że ta lista nie zawsze jest pełna (opis operatora site:).
Pusty wynik w pierwszych dniach po starcie nie musi oznaczać blokady, bo Google potrzebuje czasu, żeby nową stronę znaleźć. Co zrobić, gdy blokady nie ma, a podstron dalej brak, opisałam we wpisie Google nie indeksuje nowych podstron: jak to sprawdzić i zgłosić mapę strony.
Adres testowy wykonawcy w linkach i w adresie kanonicznym
Stronę buduje się zwykle pod adresem roboczym, a dopiero na koniec przenosi na Twoją domenę. Jeśli przed startem oglądałeś projekt pod innym adresem niż Twoja domena, to był właśnie adres roboczy. Po przeprowadzce zostają po nim ślady: przycisk „Kontakt” albo link w stopce, który dalej prowadzi na wersję testową.
Przeklikaj menu, stopkę i przyciski na stronie głównej i patrz na pasek adresu. Ma tam być cały czas Twoja domena. Potem w źródle strony (Ctrl+U) wyszukaj fragment adresu testowego: każde trafienie to link do poprawy.
Groźniejszy ślad siedzi w adresie kanonicznym. To znacznik „canonical” w kodzie, którym strona podpowiada Google, który adres jest tym właściwym, gdy ta sama treść jest dostępna pod kilkoma adresami. Google traktuje go jako wyraźny sygnał (pomoc Google o adresach kanonicznych).
Jeśli canonical wskazuje adres testowy, Twoja strona sama mówi Google, że oryginałem jest kopia u wykonawcy. Sprawdzisz to tak samo: Ctrl+U, Ctrl+F, wpisz „canonical” i przeczytaj adres, który stoi obok.
Jeden adres domeny i błąd 404 dla nieistniejących podstron
Cztery sposoby wpisania tej samej domeny
Wpisz w pasek przeglądarki swoją domenę na cztery sposoby: z http i https, z www i bez www. Wszystkie cztery mają skończyć się na jednym i tym samym adresie, z https na początku.
Wersje z www i bez www sprawdzisz tak wiarygodnie. Z http bywa trudniej, bo przeglądarka potrafi sama dopisać https, zanim zapyta serwer. Tę część potwierdź darmowym narzędziem online do sprawdzania przekierowań albo u wykonawcy.
Google zaleca, żeby przy kilku adresach tej samej strony głównej wybrać jeden jako główny, a pozostałe przekierować na niego (Google o przekierowaniach). Przekierowanie stałe (kod 301 albo 308) Google odczytuje jako sygnał, że adres docelowy jest tym właściwym. Tymczasowe takiego znaczenia nie ma.
Na samej stronie nie zobaczysz, jakim przekierowaniem zmienił się adres. Pokaże to narzędzie online albo zakładka Sieć w narzędziach przeglądarki (klawisz F12). Jeśli wolisz nie grzebać, zapytaj wykonawcę: „Czy przekierowania są stałe, 301?”
Adres, którego nie ma
Dopisz do domeny coś zmyślonego, np. mojadomena.pl/nie-ma-takiej-strony. Powinna pojawić się strona z informacją, że takiej podstrony nie ma, a serwer powinien odpowiedzieć błędem 404 („nie znaleziono”).
Sam wygląd strony błędu to jednak za mało. Jeśli serwer mówi przy niej „wszystko w porządku” (kod 200), a treść wygląda na błąd, np. pusta strona albo komunikat o błędzie, Google zgłasza w Search Console (bezpłatnym narzędziu Google do sprawdzania strony) tak zwany błąd soft 404 (Google o kodach stanu HTTP).
Dotyczy to nawet ładnej strony „nie znaleziono”. Kod odpowiedzi sprawdzisz tak samo jak przekierowanie: narzędziem online, w zakładce Sieć albo u wykonawcy.
Tytuły, opisy i nagłówki H1 podstron
Tytuł i opis, czyli jak podstrona wygląda w wynikach Google
Każda podstrona ma tytuł i opis, które Google może pokazać w wynikach wyszukiwania. Tytuł zobaczysz w źródle strony po wyszukaniu słowa „title” (stoi między dwoma takimi znacznikami), a opis po wyszukaniu „name="description"” (samo „description” trafi też w opisy dla Facebooka). Sprawdź stronę główną i kilka podstron z ofertą.
Typowe wpadki po budowie to:
- ten sam tytuł na wielu podstronach, np. sama nazwa firmy. Google prosi, żeby każda podstrona miała własny tytuł opisujący jej treść (Google o tytułach);
- pusty albo wszędzie ten sam opis. Google zaleca unikalny opis każdej podstrony, a gdy brakuje czasu, przynajmniej najważniejszych, jak strona główna (Google o opisach);
- tytuł, który po doklejeniu nazwy firmy na końcu robi się za długi, a jego właściwa treść ginie. Sama nazwa firmy w tytule nie jest błędem, Google wprost dopuszcza ją na początku albo na końcu.
Google nie wyznacza limitu długości tytułu ani opisu, ale w wynikach ucina je do szerokości ekranu. Przy odbiorze stron pilnujemy u siebie tytułu w granicach 30-65 znaków, liczonych razem z doklejoną nazwą firmy, i opisu w granicach 70-160 znaków. Kiedy dłuższy tytuł można zostawić, wyjaśnia wpis Meta title dłuższy niż 60 znaków - kiedy nie skracać tytułów strony.
Jeden nagłówek H1 na podstronie
H1 to główny nagłówek widoczny na podstronie, ten największy na górze. Na naszej liście odbioru każda podstrona ma mieć jeden H1, który mówi, o czym jest. Brak nagłówka albo kilka „najważniejszych” naraz traktujemy jako błąd do poprawy.
Sam Google pisze przy tym, że nie ma idealnej liczby nagłówków, a ich kolejność nie ma dla niego znaczenia. Ma ją za to dla osób, które korzystają z czytników ekranu (przewodnik SEO Google). Sprawdzisz to w źródle strony: Ctrl+F i wpisz „h1”. Jeden nagłówek daje zwykle dwa trafienia, bo znacznik ma początek i koniec.
Zdjęcia: nazwa pliku i tekst alternatywny
Kliknij zdjęcie prawym przyciskiem i wybierz „Otwórz grafikę w nowej karcie”. W pasku adresu zobaczysz nazwę pliku. Jeśli wygląda tak:
to zdjęcie trafiło na stronę prosto z telefonu albo komunikatora. Google podaje, że opisowa nazwa pliku jest lepsza niż IMG00023.JPG (Google o obrazach). Dobra nazwa mówi, co jest na zdjęciu, np. taras-z-desek-modrzewiowych.webp.
Odbiór to najlepszy moment na poprawę nazw, bo nowa strona nie ma jeszcze ruchu z Google. Później nowa nazwa to nowy adres obrazka, który trzeba przenieść tak samo jak adresy podstron przy każdej zmianie adresów strony (Google o zmianie adresów).
W tej samej pomocy Google nazywa tekst alternatywny najważniejszym atrybutem opisującym obraz. To atrybut „alt” w kodzie, który mówi, co przedstawia zdjęcie, i który czytają też czytniki ekranu.
W źródle strony szukasz „alt=” i sprawdzasz, czy przy zdjęciach, które coś pokazują (oferta, realizacje, zespół), jest opis, a nie pusty cudzysłów. Ozdobniki mogą mieć pusty alt.
Co ma działać pierwszego dnia: Search Console, analityka, zgody i favicon
- travel_explore
Search Console z mapą strony
Bezpłatne narzędzie Google, w którym widzisz, które podstrony są w wynikach i jakie błędy znalazł robot. Zgłaszasz w nim mapę strony, czyli plik z listą adresów. Poproś, żeby dostęp właściciela był na Twoim koncie, a nie tylko u wykonawcy.
- monitoring
Analityka
Np. Google Analytics 4. Pokazuje, ile osób weszło na stronę i skąd przyszły. Zbiera dane od dnia podłączenia, więc każdy tydzień zwłoki to tydzień bez liczb.
- cookie
Baner cookies i polityka prywatności
Analityka zapisuje w przeglądarce pliki cookies, a na to odwiedzający musi się najpierw zgodzić. Bez zgody wolno zapisać tylko pliki niezbędne do działania usługi, z której odwiedzający korzysta.
- share
Obraz udostępniania i favicona
Obrazek, który pokazuje się po wklejeniu linku na Facebooku czy w komunikatorze, oraz mała ikona strony w karcie przeglądarki.
Analityka, baner i polityka bywają w wycenie strony osobnymi pozycjami, więc sprawdź w zamówieniu, czy wykonawca je robi.
Jak zgłosić mapę strony i kto w Search Console może to zrobić, pokazałam krok po kroku we wpisie o indeksowaniu podlinkowanym wyżej. Jeśli chcesz z analityki wyciągnąć więcej niż liczbę wejść, np. kliknięcia w numer telefonu, zajrzyj na stronę Analityka internetowa.
Baner wynika z przepisu: odwiedzający ma być najpierw poinformowany i ma się zgodzić (art. 399 Prawa komunikacji elektronicznej). Test w oknie prywatnym: przy pierwszym wejściu baner ma się pojawić, a w stopce ma być link do polityki prywatności.
Kiedy baner jest obowiązkowy, opisaliśmy we wpisie Okienko do zarządzania zgodami cookies - kiedy potrzebuję i skąd je wziąć?, a co wpisać do polityki, w poradniku Polityka prywatności na stronę firmową bez sklepu: co w niej wpisać.
Obraz udostępniania wskazuje w kodzie znacznik og:image z protokołu Open Graph (opis protokołu Open Graph). Najprościej sprawdzisz go, wysyłając sobie link do strony w komunikatorze. Jeśli zamiast zachęcającej grafiki widzisz szary kwadrat albo przypadkowe zdjęcie z podstrony, poproś o poprawkę.
Przy okazji spójrz na faviconę w karcie przeglądarki. Google może ją pokazywać obok Twojego wyniku i wymaga, żeby była kwadratowa (Google o faviconach).
Najczęstsze pytania o sprawdzenie strony internetowej przy odbiorze
Jak sprawdzić, czy strona jest w Google?+
Wpisz w Google „site:” i swoją domenę, bez spacji. Zobaczysz podstrony, które Google ma w indeksie, czyli w swojej bazie stron, choć lista nie zawsze jest pełna. Dokładniej pokaże to Search Console.
Dlaczego nowej strony nie widać w Google?+
Najpierw sprawdź, czy w kodzie nie został znacznik noindex, a w pliku robots.txt linia „Disallow: /” pod „User-agent: *”. Jeśli blokad nie ma, Google może po prostu jeszcze nie znać strony. Wtedy zgłoś mapę strony w Search Console.
Po co oglądać nową stronę w trybie incognito?+
Bo zalogowany do panelu wykonawca, a czasem i Ty, widzi stronę inaczej niż klient. W trybie incognito zobaczysz włączoną przerwę techniczną albo baner cookies tak, jak zobaczy je każdy odwiedzający.
Co wpisać do protokołu odbioru strony internetowej?+
Wypisz punkty, które nie przeszły testu, z adresem podstrony i tym, co widzisz, np. „noindex na stronie głównej” albo „link w stopce prowadzi na adres testowy”. Poproś o poprawki przed podpisaniem odbioru.
Pytania do wykonawcy, zanim zapłacisz
Tych kilku rzeczy nie zobaczysz sam, ale możesz o nie zapytać, a dobry wykonawca odpowie bez problemu:
- Czy blokada indeksowania z czasu budowy jest zdjęta na wszystkich podstronach, także w nagłówku X-Robots-Tag?
- Czy wszystkie wersje adresu przekierowują na jeden, przekierowaniem stałym (301 albo 308)?
- Jakim kodem odpowiada adres, którego na stronie nie ma?
- Czy mam dostęp właściciela do Search Console i analityki na własnym koncie?
- Czy analityka uruchamia się dopiero po zgodzie z banera cookies?
Sprawdzenie strony internetowej z tego poradnika zrobisz sam, a odpowiedzi wykonawcy na powyższe pytania dopisz do protokołu odbioru. Jeśli dopiero szukasz kogoś, kto zrobi Ci stronę, zajrzyj na stronę Tworzenie stron WWW. Napisz albo zadzwoń, a doradzę Ci, od czego zacząć.








Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy! Dodaj komentarz